niedziela, 1 września 2013

31.

Od tego dnia wchodzenie po schodach kojarzy mi się jeszcze gorzej niż wcześniej. To była prawdziwa męczarnia, zarówno dla mnie jak i dla Justina. Idol nastolatek, nie tyle nie był w stanie, co nie chciał wejść na górę. Co chwilę mnie przepraszał i powtarzał, że nie ma zamiaru zostawać u mnie na noc, tylko jechać do Seleny i żądać przeprosin. Starałam się go przekonać, że to nie jest dobry pomysł, bo w ten sposób tylko i wyłącznie pogorszy swoją, a raczej naszą sytuację. Tkwiliśmy w tym razem i razem musieliśmy to wszystko odkręcić, dlatego za wszelką cenę próbowałam zaciągnąć go do mieszkania.
Dobrze wiedziałam, że Bieber nie przyjechał do mnie od tak sobie. Byłam pewna, że znów jest pod wpływem, jednak widząc jego zakłopotanie nie próbowałam nawet poruszać tego tematu. Często mam dla niego za dobre serce i doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale czasami warto jest odpuścić, bo nasza ingerencja w pewne sprawy nie zawsze może przynieść dobre rezultaty.
Justin zatrzymywał się co trzy schodki i próbował wrócić na dół. Wtedy biegłam za nim i zaciągałam go z powrotem na górę. ''Walcząc'' z tym małym uparciuchem spaliłam na pewno sporo kalorii. Gra była jednak warta świeczki, bo po dobrych dwudziestu minutach udało nam się dotrzeć pod moje mieszkanie. Justin nie zdołał na szczęście zwiać, ponieważ szybko otworzyłam drzwi i wepchnęłam go do środka. 
- Ciii - wyszeptałam przykładając palec do ust. - Masz być cicho, bo Sasha jest w domu. Zapomnij o jakiejkolwiek ucieczce. Zostaniesz tu, dopóki nie dojdziesz do siebie, jasne? 
- Ale ze mną jest wszystko w porządku, za to z Seleną...
- Justin, przestań! Idziemy spać - powiedziałam stanowczo i skierowałam go w stronę mojego pokoju. Ku mojemu zdziwieniu, chłopak nie próbował się nawet opierać.
Wszedł do środka i rzucił się prosto na łóżko. Przytulił jedną z poduszek leżących obok i przymknął oczy. Spojrzałam na niego z politowaniem i zaśmiałam się pod nosem.
- No co, przecież mieliśmy iść spać - powiedział, po czym głośno się zaśmiał.
- A ty miałeś być cicho - zwróciłam mu uwagę.
- A co, jeśli nie będę?
- Wtedy zrobię ci krzywdę - zażartowałam.
- Ty? Patty, nie rozśmieszaj mnie - powiedział całkiem poważnie.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej zaczęłam go łaskotać. Chłopak wykręcał się na wszystkie strony. Po chwili przestałam go torturować, ponieważ nie chciałam obudzić Sashy.
- No dobra, miałaś rację - uśmiechnął się szeroko po czym zdjął skórzaną kurtkę i ściągnął z siebie biały T-shirt. Chwilę później wstał z łóżka i zrobił to samo z rurkami, po czym wszystkie ubrania rzucił na krzesło.
- Ja jestem gotowy do spania, a ty? - Zapytał, ale byłam zbyt wpatrzona w jego pięknie wyrzeźbiony tors, by móc cokolwiek odpowiedzieć. Pokiwałam tylko głową i przesunęłam się pod ścianę, robiąc mu w ten sposób miejsce na łóżku. Kiedy tylko położył się obok, wtuliłam się w niego i usnęłam. 
Obudziła mnie piosenka ''Baby'', która od dawien dawna rozbrzmiewa w moim pokoju każdego ranka.
Sięgnęłam po telefon, który leżał na szafce nocnej i wyłączyłam alarm. Była godzina ósma. Spojrzałam na Justina, który spał, jak zabity. Zaśmiałam się cicho na myśl, że nie zdołała obudzić go jego piosenka.
Wstałam, poszłam pod prysznic, ubrałam się i zabrałam za przygotowywanie śniadania. Poszłam na łatwiznę robiąc zwykłe kanapki z szynką i serem oraz zaparzając każdemu z nas kubek kawy.
Wróciłam do pokoju, by obudzić Justina. Podeszłam do łóżka, usiadłam na jego brzegu i delikatnie potrząsnęłam chłopakiem.
- Justin, wstawaj - powiedziałam spokojnie.
- Już, chwila - odpowiedział, po czym obrócił się na drugi bok. Złapałam go i potrząsnęłam ponownie, mocniej niż wcześniej.
- Nie ma spania! - krzyknęłam mu prosto do ucha.
JB chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie, po czym obrócił się i zaczął mnie łaskotać. Leżał na mnie, więc nie miałam jak uciec.
- To za wczoraj, mały potworze - zaśmiał się i cmoknął mnie w usta.



***

Kiedy skończyłam zmywać, wróciłam do swojego pokoju, w którym ubierał się Justin. Chłopak stał przy oknie trzymając w ręku telefon i kiedy tylko podeszłam do niego, obrócił się w moją stronę i zaśmiał się pod nosem.
- Co jest? - Spytałam zaniepokojona.
- Wyjrzyj przez okno - rzucił zdenerwowany. Chcąc dowiedzieć się, co jest przyczyną złego humoru mojego chłopaka zrobiłam to, co mi kazał. Podeszłam do okna i odsunęłam zasłaniającą je zasłonkę. Nie wierzyłam własnym oczom. Na zewnątrz roiło się od paparazzi, którzy tylko czekali, aż wyjdziemy ze środka.
- Skąd wiedziałeś, że tu są?
- Przed chwilą dzwonił do mnie Kenny i powiedział, że czeka na nas na dole. Kompletnie nie wiedziałem, dlaczego tu jest, ale nie zadawałem mu żadnych pytań. Wyjrzałem przez okno i szybko zorientowałem się, po co przyjechał.
- Jak wyjdziemy razem, to znowu znajdziemy się na okładkach szmatławców - powiedziałam zmartwiona.
- Szczerze mówiąc mam już gdzieś to, czy o nas napiszą czy nie. Najważniejsze, że ci co powinni znają prawdę i że Beliebers i tak nie uwierzą w zmyślone historie Seleny. - Justin spuścił wzrok, po czym ponownie spojrzał mi prosto w oczy. - A co, jeśli się od nas odwrócą? Co będzie, jeśli zostawią mnie, kiedy potrzebuję ich najbardziej?
- Już raz próbowano wkręcić cię w coś podobnego i Beliebers nie uwierzyli nikomu innemu tylko tobie. Wiedzieli, że nie jesteś zdolny do czegoś takiego.
- To było dawno, a ta kobieta była ode mnie starsza. Byliśmy z Seleną dość długo, fani dobrze wiedzą, co nas łączyło, ale wiedzą też, co łączy mnie i ciebie, dlatego nie zdziwię się, jak jej uwierzą.
Westchnęłam głęboko i przytuliłam się do niego, ponieważ dotarło do mnie, że Justin może mieć rację. Poczułam się winna, bo gdyby nie ja Jelena wciąż by istniała i pewnie miała by się całkiem dobrze. Do moich oczu napłynęły łzy, ale nie chcąc, by chłopak je zauważył wtuliłam się w niego mocniej i otarłam je ukradkiem.

***

- Justin, boję się - wyszeptałam stojąc przy drzwiach do klatki.
- Nie bój się, jestem przy tobie - powiedział i ścisnął moją rękę. - Poza tym po drugiej stronie czeka na nas Kenny, który nie pozwoli nikomu nas skrzywdzić. 
- Masz rację, nie ma się czego bać - odpowiedziałam niepewnie, po czym JB popchnął drzwi i pociągnął mnie za sobą na zewnątrz. W jednej chwili rzucił się na nas tłum wścibskich paparazzi. Zadawali nam mnóstwo pytań, ale ani ja ani Justin nie odpowiedzieliśmy na żadne z nich. Naszym celem było dostanie się do Kenny'ego, który czekał na nas tuż za gromadą fotoreporterów, przez którą próbowaliśmy się przecisnąć.
- Do samochodu! - Zawołał ochroniarz, kiedy udało nam się wyjść z tłumu. Justin w mgnieniu oka otworzył tylne drzwi i oboje wpakowaliśmy się do środka. To i tak nic nie dało. Paparazzi otoczyli samochód, zaczęli walić pięściami w szyby i karoserię myśląc, że to coś da. Chcieliśmy jak najszybciej odjechać, jednak nie mogliśmy się ruszyć, bo niektórzy z reporterów stali tuż przed samochodem. 
- Justin, może jednak powinniśmy z nimi porozmawiać. Może wtedy się choć trochę uspokoją. - Chłopak spojrzał na mnie z politowaniem. - Boże, co ja wygaduję? Przepraszam, po prostu jestem strasznie zestresowana i chcę jak najszybciej się stąd wyrwać. - Just złapał mnie za rękę i ścisnął ją mocno dodając mi tym trochę otuchy.
Po pewnym czasie udało nam się wreszcie ruszyć z miejsca.Wiedziałam jednak, że to dopiero początek. Paparazzi są wszędzie, dlatego mogli zaatakować nas ponownie w każdej chwili.
- Gdzie jedziemy? - Spytał Kenny.
- Do mnie - odpowiedział stanowczo Justin.
- A nie miałeś czasem porozmawiać z Seleną? - Chłopak nie odpowiedział. Obrócił głowę w drugą stronę i udawał, że nie słyszał pytania. Wpatrywał się w okno jak gdyby nigdy nic, a ja nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony zrobiłam to samo. ''Trzeźwy Justin nie jest już taki odważny...'' - pomyślałam. 



Przepraszam za tak długą nieobecność. Nie będę ukrywała, że napisanie tego strasznie nudnego rozdziału zajęło mi bardzo dużo czasu. Dlatego też nie było mnie tak długo. Z resztą nie chciałam dodawać tu jakiegoś wielkiego gniota. Mam nadzieję, że nie jest aż tak tragicznie :)
Komentarze jak zawsze mile widziane.
#muchlove
Patty

niedziela, 5 maja 2013

30.

Kiedy się obudziłam, zobaczyłam twarz mojego ukochanego, leżącego tuż obok mnie. Spał, jak zabity. Ręka Justina spoczywała na moim pośladku, ja natomiast opierałam się o jego tors.
Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju. Na ziemi leżały nasze ubrania i rozsypana paczka fajek. Wstałam, owinęłam się kołdrą i zabrałam się za szukanie swojego telefonu. Nie trwało to zbyt długo, ponieważ urządzenie znajdowało się w kieszeni moich spodni, czyli tam, gdzie najpierw zajrzałam. Na wyświetlaczu widniała godzina jedenasta. Usłyszałam ciche skrzypienie i obróciłam się w stronę łóżka, na którym siedział Justin. Posłałam mu wymuszony uśmiech i zabrałam się za kompletowanie swojej garderoby.

- Dzień dobry kochanie - usłyszałam po chwili, po czym poczułam na swojej szyi jego ciepłe dłonie. Pocałował mnie w głowę i obrócił w swoją stronę. - Co ty robisz? 
- Ubieram się, nie widzisz? - Warknęłam i wyrwałam się z jego objęć. Wypiłam dużo, ale dobrze pamiętałam, co działo się tu w nocy. Miałam mu za złe, że myślał tylko o sobie i swoich ''męskich potrzebach''.
- O co chodzi? Nie podobało ci się? - Znów przybliżył się do mnie i delikatnie musnął moją szyję.
- Możesz mnie puścić? - Spytałam z wyrzutem, po czym chłopak zrobił to, o co prosiłam. Podniosłam leżące na podłodze ubrania i poszłam do łazienki się ubrać. Ledwo co zdążyłam tam wejść, usłyszałam pukanie do drzwi.
- Mogę wejść?
- Nie.
- Dlaczego? Porozmawiać też nie chcesz?
- Zastanów się nad tym, co zrobiłeś i może wtedy pogadamy - powiedziałam i z impetem otworzyłam drzwi, za którymi stał Justin. Chciałam jak najszybciej wyjść z pokoju, ale Biebs złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę.
- O co ci znowu chodzi? 
- Ubierz się...
- Przeszkadza ci coś?
- Tak, Jerry. 
Chłopak podniósł leżące pod łóżkiem bokserki i założył je, po czym wróciliśmy do rozmowy.
- Zadowolona? To teraz powiedz mi, co się stało, bo po pierwsze nie pamiętam za bardzo, co się wczoraj działo, a po drugie jestem tylko facetem i nie potrafię się domyślić, o co ci chodzi. 
- Mówiłam już, żebyś zastanowił się nad tym, co zrobiłeś i wtedy będziesz wiedział, o co chodzi.
- A co, jeśli nie jestem w stanie, bo nic nie pamiętam?
- Nie wierzę w to, że nic nie pamiętasz, ale skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, o co mi znowu chodzi, to ci powiem. Pieprzyłeś mnie jak jakąś dziwkę, o to kurwa chodzi! - Krzyknęłam, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
Twarz Justina przybrała bardzo dziwny wyraz. Jego pełne usta wyglądały w tej chwili jak wąska linia, a w pełnych radości oczach nie można było zobaczyć jakiegokolwiek blasku. Chłopak spuścił wzrok i wlepił go w podłogę. Poczułam, jak ściska mocniej moją rękę, którą złapał chwilę wcześniej. Spojrzał na mnie i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie odezwał się ani słowem, tylko głęboko westchnął i przytulił mnie.
- Przecież wiesz, że nigdy bym nie zrobił czegoś, czego nie chcesz. Nie wiem, dlaczego do tego doszło. Ja... - przerwał, oderwał się ode mnie i znów spojrzał mi w oczy. - Ja czasami nad tym nie panuję, przepraszam, ale po prostu nie potrafię. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Nie chodzi mi tylko o wczoraj. Od jakiegoś czasu jest coś nie tak, tylko za cholerę nie mogę się dowiedzieć, co. Przepraszam...
- Od jakiegoś czasu, czyli od 20 lat? - Powiedziałam z ironią. - Jesteśmy tylko ludźmi i nikt z nas nie jest doskonały. Chcę tylko, żebyś mnie słuchał, a nie był głuchy i obojętny na moje słowa, jak wczoraj. Po prostu chcę, żebyś wiedział, że to mnie zabolało. Chodzi mi tylko o twoje zachowanie, bo jeśli chodzi o seks to nie mam żadnych ''ale''. Wiem, że najbardziej chciałeś usłyszeć, jak mówię, że mi się podobało, dlatego o tym wspomniałam - powiedziałam i puściłam mu oczko.
- Widzę, że doskonale mnie rozumiesz - zaśmiał się. - Staram się nad sobą panować, ale...
- Ale? Znowu zaczynasz imprezować? Przestań pić, to może wtedy będzie ci łatwiej kontrolować samego siebie.
- Jeju, wy to byście ciągle mówiły tylko i wyłącznie o piciu.
- Ja nic nie mówię, tylko stwierdzam fakty. Poza tym przystopuj z okazywaniem swoich uczuć, bo z dnia na dzień boję się co raz bardziej tego, że ktoś nas wsypie. Zwłaszcza teraz, kiedy ma się urodzić dziecko.
Twarz Justina przybrała poprzedni wyraz, a jego wzrok powędrował gdzieś w bok. Chłopak zaczął podnosić swoje ubrania. Odezwał się dopiero po chwili, zmieniając tym samym temat naszej rozmowy.
- Zawieść cię do domu?
- Dasz radę?
- Kto jak kto, ale ja? No pewnie, że dam - powiedział i cmoknął mnie w policzek. - Daj mi chwilę, przebiorę się i pojedziemy do ciebie.
Justin poszedł do siebie, a ja usiadłam na łóżku. Znów rozejrzałam się po pokoju, który nie wyglądał już jak pobojowisko. Papierosy wciąż leżały na podłodze. Ukucnęłam obok papierowego pudełeczka i powkładałam do niego porozsypywane na dywanie fajki. Po chwili zastanowienia pełne już pudełko wsadziłam do kieszeni i zeszłam na dół. 
Ku mojemu zdziwieniu wszystko było posprzątane. Zajrzałam do kuchni, w której jak się okazało urzędowała mama Justina. Ukłoniłam się grzecznie i podziękowałam za posprzątanie za nas tego syfu.
Pattie pozwala urządzać Justinowi imprezy tylko pod jednym warunkiem: musi po nich posprzątać bez jej pomocy czy też osób, które są odpowiedzialne za utrzymywanie porządku w ich domu.
Kiedy Biebs zszedł na dół, również się zdziwił. Wiedział, że jego mama ma w tym jakiś interes.
- Teraz możesz powiedzieć, czemu posprzątałaś, mamo - zaczął.
- Kochanie, teraz masz ważniejsze rzeczy na głowie. Jeszcze trochę i będziesz musiał sprzątać po swoim dziecku, dlatego postanowiłam ci pomóc choć ten jeden raz - tłumaczyła pani Malette. - Poza tym widzę, że masz inne plany - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Justin ucałował ją w czoło i jeszcze raz podziękował jej za pomoc, po czym opuściliśmy dom.
Na jego twarzy znów pojawił się jakiś grymas, który towarzyszył mu przez całą drogę do mnie. Nie próbowałam się nawet dowiedzieć, co go trapi, bo uważałam, że dość już poważnych rozmów jak na jeden dzień.
- Wejdziesz na chwilę?
- Pewnie - odpowiedział niechętnie.
Kiedy znaleźliśmy się na górze, przypomniała mi się wczorajsza sytuacja. Przed oczami stanęła mi schorowana Alexis i ten nieudacznik, Mike. Wiedziałam, ze Justin ma dość swoich problemów, dlatego nie miałam zamiaru wspominać mu o tym, co wydarzyło się, nim pojechałam do niego. W porównaniu z tym, z czym musi zmierzyć się mój chłopak, te dwie sprawy to naprawdę nic poważnego. 
Przebrałam się i zrobiłam nam coś do jedzenia. Po skończonym posiłku poszliśmy do mojego pokoju i ''rozwaliliśmy się'' na łóżku. Nie mieliśmy siły kompletnie na nic. Włączyliśmy tylko laptopa, by sprawdzić, co dzieje się na twitter'ze. Justin nie chcąc czekać na swoją kolej, skorzystał ze swojego iPhon'a.
- Widzisz to, co ja? - Spytał po chwili, podając mi do ręki telefon.
- ''Nie wiedziałyśmy, że jesteś taki. Jak mogłeś jej to zrobić?'' - przeczytałam na głos. - Dowiedziały się?
- Nie wiem, ale ja nic nikomu nie zrobiłem! Patrz, do ciebie też piszą. Jestem pewien, że to sprawka tej suki!
- Justin, nie mów tak! Ona nosi twoje dziecko, poza tym kiedyś bardzo ją kochałeś.
- A jak mam ją nazywać? Nie widzisz, co ona robi? Moja cierpliwość do niej skończyła się już dawno, a o miłości już nie wspomnę. Ta dziewczyna chce mnie zniszczyć, chce zrobić z siebie tą pokrzywdzoną, a tymczasem bardziej niż ona ucierpiałem ja.
- Jak to ucierpiałeś? Przecież to nie z tobą kłóciła się o Beliebers i nie ciebie kazała śledzić. Nie przejmuję się tym wcale, więc ty też nie powinieneś. Jeśli chodzi o dziecko to raczej nie powinno być ono powodem do smutku, więc naprawdę nie wiem, co jest grane.
- Patty, nie chodzi o to.
- To o co? Wytłumacz mi, proszę - nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. - Justin, powiedz mi!
Chłopak pokręcił głową i wyszedł. Zamiast go zatrzymać, po prostu siedziałam i gapiłam się w ekran laptopa. Znów okazało się, że Justin nie jest ze mną w stu procentach szczery...


''Oni byli szczęśliwi!"

''Selena jest teraz smutna, zadowolona?''


''Jesteś zwykłą szmatą! Jak mogłaś rozwalić ich związek?!''


''Nie pasujecie do siebie. Jelena była idealną parą...''


''Za kogo się uważasz? Zapłacisz za to, suko!''

''Od początku wiedziałam, że chcesz zniszczyć ich związek.''

''Przyjaciółka nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego Justinowi...''


Justin
Zachowałem się jak dupek - nie pierwszy, nie ostatni raz, ale i tak mam do siebie pretensje. Nie powinienem jej zostawiać tylko powiedzieć o wszystkim. Nie chcę obarczać jej swoimi problemami, ale gdybym wytłumaczył jej skąd moja nienawiść do Seleny, zmieniłaby podejście do tej całej sprawy.
Wyszedłem, bo nie miałem ochoty opowiadać jej o Gomez. Nie jestem chyba nawet w stanie ubrać tego w słowa. Jest mi ciężko, bardzo ciężko, bo osoba, którą kochałem najmocniej, jak potrafiłem, okazała się strasznie fałszywa. Nigdy nie zrobiłbym jej tego, co ona mi, gdyby nie te głupie podejrzenia. Tylko dzięki nim nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Z resztą nie jestem jak ona, nie mam z Patty dziecka. Poza tym oczywiste jest to, że ta dziewczyna chce zniszczyć moją karierę i odebrać fanów. Nie pozwolę jej na to...
Wsiadłem do auta i sięgnąłem do kieszeni po fajkę. Nic nie znalazłem, dlatego podjechałem na najbliższą stację benzynową, bo nie miałem w samochodzie żadnych innych papierosów. Złożyłem kaptur i okulary, by nikt mnie nie rozpoznał, jednak nie udało się...
- To wszystko? - Spytała ekspedientka, kiedy poprosiłem o paczkę czerwonych Marlboro.
- Tak.
- Czy to prawda? Zdradził ją pan?
- Proszę dać mi wreszcie te papierosy! - Zdenerwowałem się, nie miałem zamiaru rozmawiać o tym z kimś obcym.
- Przepraszam, po prostu nie wierzę tym wszystkim gazetom i korzystając z okazji chciałam dowiedzieć się czegoś u samego źródła...
- Gazetom? - Spytałem ze zdziwieniem.
- Nie czytał pan jeszcze? Proszę - powiedziała i podała mi jeden ze szmatławców. Na pierwszej stronie widniały trzy zdjęcia: moje w środku, a po bokach Patty i Seleny. Moją uwagę zwrócił wielki napis: ''Bieber rozpętał wojnę! Kto by się tego spodziewał po tym grzecznym chłopcu...''.Wyrzuciłem ją do kosza, zgarnąłem z lady paczkę papierosów i szybko wyszedłem.
Zadzwoniłem do Scooter'a, chociaż dobrze wiedziałem, że nie mogę już liczyć na jego pomoc. Byłem zaskoczony, kiedy odebrał i powiedział, że zastanawia się, jak to wszystko odkręcić, chociaż nie powinien, bo zachowałem się jak sukinsyn. Powiedziałem, że to nie jest rozmowa na telefon i musimy się spotkać, bo najwyższy czas, żeby poznał prawdę. Umówiliśmy się na wieczór.
Zapaliłem papierosa i ruszyłem w stronę domu Gomez. Sam nie wiedziałem, co robię. Mało miałeś dzisiaj wrażeń? - Pytałem sam siebie. Mimo to nie zmieniłem swojego miejsca docelowego, coś mnie tam ciągnęło. Nie minęło wiele czasu od naszej ostatniej rozmowy, ale jak widać miałem wielką ochotę na kolejną wymianę zdań z tą oszustką.
Zadzwoniłem do drzwi, nikt nie otworzył. Zadzwoniłem jeszcze raz - to samo. Nie widząc innego wyjścia, przeskoczyłem przez płot, co nie stanowiło to dla mnie żadnego kłopotu. Zapukałem do drzwi wejściowych, które bardzo szybko otworzyła mi moja ''ukochana''.
- Czego chcesz? - Spytała od razu.
- Przestań odstawiać te cyrki, bo to wcale nie jest zabawne!
- Cyrki to odstawiasz ty i ta twoja niunia. Myślałeś, że się nie dowiem? Wybacz, nie jestem głupia, wiedziałam o was od dawna, po prostu czekałam na odpowiedni moment, który jak widać wreszcie nadszedł.
- Wyobraź sobie, że ja o tobie też wiedziałem. Już rok temu podejrzewałem cię o to, że przespałaś się z nim mimo tego, że mówiłaś zupełnie co innego. A może powinienem powiedzieć wszystkim, co zrobiłaś z naszym dzieckiem?
- To nie było twoje dziecko, poza tym nikt ci nie uwierzy!
- Myślisz, że Beliebers mi nie uwierzą? Nie rozśmieszaj mnie, dobrze? Daj sobie spokój albo powiem im dosłownie wszystko.
- Nawet się nie waż! Jesteś zwykłym dupkiem!
- Jestem, ale przynajmniej nie pieprzę się z przyjaciółkami swojej dziewczyny - rzuciłem na koniec i skierowałem się w stronę furtki.



*
**


- Nie podejrzewałem jej o to - powiedział Scooter. - Myślałem, że mówi wtedy prawdę. Ach te kobiety... - Westchnął.
- Nie wiem, co robić. Nawet jeśli ujawnimy prawdę, ona i tak będzie próbowała udowodnić, że to było moje dziecko.
- No właśnie, było... Nikt nie będzie wierzył w jej bajeczki, a wszyscy zorientują się, czemu tak naprawdę usunęła tę ciążę i staną po twojej stronie. Nie przejmuj się stary, wszystko będzie dobrze. A teraz jedź do domu i porządnie się wyśpij. Dzisiaj nie będziemy już nic kombinować, zajmiemy się tym jutro.
Słowa Scooter'a podniosły mnie na duchu. Uwierzyłem w to, co powiedział, dzięki czemu stałem się silniejszy i bardziej stabilny psychicznie, chociaż nie wiem, czy obecnie jest to możliwe...
Podziękowałem mu za rozmowę, mocno go przytuliłem i wróciłem do siebie.
Wszedłem do domu i od razu skierowałem się do łazienki. Byłem wykończony i jedyne, o czym marzyłem to szybki prysznic i pójście spać. Rozsunąłem drzwi kabiny, puściłem wodę i szybko wskoczyłem do środka. Ciepły strumień był dla mnie niczym lek, uspokajał mnie. Oparłem głowę o zimne płytki i zamarłem w bezruchu. Nie myślałem wtedy o niczym innym tylko o tym, jak miło i przyjemnie spędzam w tej chwili czas. Nie przypuszczałem, że uda mi się choć na chwilę oderwać od tej cholernej rzeczywistości. Byłem z siebie strasznie dumny. Po paru minutach sięgnąłem po żel, którym dokładnie umyłem każdy centymetr swojego ciała. Wyszedłem spod prysznica i wytarłem się ręcznikiem. Kiedy byłem już suchy, założyłem bokserki i szare dresy. Jedną ręką przeczesałem mokre włosy, które po chwili wysuszyłem suszarką.
Kiedy kładłem się spać, była godzina dziesiąta. Zazwyczaj chodzę spać o wiele później, ale ostatnio zdarza mi się usypiać już o dziewiątej. Jak widać stres i zmęczenie robią swoje. Przerywając trasę koncertową miałem nadzieję, że odpocznę, złapię oddech i naładuję swoje akumulatory, by powrócić ze zdwojoną siłą, jednak wszystko przewróciło się do góry nogami i szybko rozwiałem te złudne nadzieje.
Co chwilę przewracałem się z boku na bok i poprawiałem poduszkę, bo nie mogłem usnąć. Wyciągnąłem z szafki nocnej słuchawki myśląc, że muzyka mnie uśpi. Szybko okazało się, że zamiast mi pomóc, zaszkodziła i to tak, że byłem zmuszony wstać i wyjść na papierosa. Znów wróciły te cholerne wyrzuty sumienia. Miałem do siebie pretensje o wszystko, co zrobiłem Patty. Czasami zastanawiam się nawet, czy nie było by lepiej, gdybym zostawił ją w spokoju, bo przeze mnie jej życie znacznie się zmieniło i niestety nie mogę powiedzieć, że na lepsze... Naraziłem ją na wielkie niebezpieczeństwo i nie potrafiłem jej nawet wytłumaczyć, dlaczego. Naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje. Chcę jak najlepiej, a wszystko rozpada się na drobne kawałeczki, których nie jestem w stanie poskładać z powrotem w całość.
Wróciłem do środka, sięgnąłem do szafy po koszulkę, którą potem założyłem na siebie i szybko zbiegłem na dół. Wyjąłem z lodówki wódkę i napełniłem do połowy szklankę. Wypiłem to i zapaliłem kolejnego papierosa. Usiadłem na blacie kuchennym i sięgnąłem po telefon. Zalogowałem się na twitter'ze i dałem Beliebers jakikolwiek znak życia. 


23:30
''i love u so much #Beliebers''
Kiedy wypaliłem do końca, zgarnąłem z szafki kluczyki i poszedłem do garażu. Wsiadłem w Ferrari i ruszyłem w stronę domu Patty. Musiałem jej powiedzieć, o co tak naprawdę chodzi.
Dotarłem na miejsce, wysiadłem z auta, okrążyłem je i oparłem się o drzwi pasażera. Zajrzałem na twitter'a i zostawiłem kolejną wiadomość.



24:00

''will u always be there?''

Po chwili namysłu dodałem jeszcze jednego tweet'a...


''just stay...''

Bałem się tej rozmowy, lecz nie mogłem zwlekać ani chwili dłużej. Zadzwoniłem do Patty, ale nie odebrała. Pewnie śpi - pomyślałem. Rozejrzałem się wokół i wpadłem na pewien głupi pomysł...


***


Odbierz ten cholerny telefon - błagałem w duchu. Po kilku głuchych sygnałach usłyszałem jej zaspany głos.
- Słucham?
- Otwórz okno.
- Justin, dobrze się czujesz? Wiesz, która jest godzina?
- Wiem, ale proszę, zrób to dla mnie. Musimy porozmawiać.
Patty
Bez chwili zastanowienia podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Jak już mówiłam, po Justinie spodziewam się wszystkiego, ale nigdy nie przypuszczałam, że zobaczę go na dachu jednego z jego ukochanych zabawek...
- Co ty robisz?!
- Nie chciałem wchodzić do środka, a tak będziesz mnie lepiej widziała i słyszała.
- Boże, z kim ja się zadaję - zaśmiałam się. - Co jest?
- Przepraszam, że wtedy wyszedłem. Powinnaś poznać prawdę, dowiedzieć się dosłownie wszystkiego, bo masz do tego pełne prawo. Tylko widzisz, ja za bardzo nie wiem, jak ci to powiedzieć.
- Chodź na górę, bo jeszcze coś ci się stanie - nalegałam, ale Justin nie zwracał na to uwagi i mówił dalej...


***


- Opowiadasz mi o takich rzeczach stojąc na dachu samochodu? Justin, naprawdę nie sądzę, żebyś czuł się dobrze.
- Nie chciałem mówić ci o tym prosto w twarz, bo znowu bym stchórzył. Poza tym najważniejsze jest to, żebyś znała prawdę, a nie sposób, w jaki ci o tym powiem.
- Jesteś nienormalny, wiesz? Z resztą Selena nie jest wcale lepsza. Co teraz będzie? Jak powiesz, że macie dziecko, to jeszcze bardziej zmieszają cię z błotem. Ale to ona zaczęła i to dawno temu, więc...
- Patty, ale to... to... - wydukał i zbliżył się do krawędzi dachu. 
- Justin, nie ruszaj się! - Krzyknęłam. Chłopak znów mnie nie posłuchał i zrobił jeszcze jeden krok w przód, po czym wylądował na chodniku. Szybko zbiegłam na dół i usiadłam obok niego. Potrząsnęłam nim lekko, by otworzył oczy.
- Nic mi nie jest - wymamrotał podnosząc się.
- Jak to nie? Wiesz co się stało, czy nie za bardzo? Mam nadzieję, że doczłapiesz jakoś na górę - powiedziałam i podałam mu rękę, by mógł wstać. Złapał mnie i posadził z powrotem na ziemi. 
- Najpierw skończymy rozmowę, dobrze? - Spytał, a ja pokiwałam niepewnie głową. - Widzisz, zamiast od razu powiedzieć ci, że Selena usunęła ciążę i że to nie było moje dziecko, chodzę po dachach samochodów i próbuję na siłę zakończyć tę rozmowę, bo nie chcę o tym mówić. To mnie boli, to tak cholernie boli... - powiedział, a po jego policzkach zaczęły spływać wielkie łzy. Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Przytuliłam go najmocniej, jak potrafiłam i pociągnęłam za sobą na górę, bo nie chciałam, by wracał w takim stanie do domu.

wtorek, 9 kwietnia 2013

29.

MAŁY FLASHBACK 
Zauważyłam, że nauczyciel angielskiego zaczął bardzo chwalić moje prace, które nie były rewelacyjne i miały słabo opisane wątki. Pewnego dnia chciał, żebym została po lekcji i z nim porozmawiała. Nie miałam pojęcia, o co mu chodziło, ale dowiedziałam się tego zaraz po angielskim, kiedy wszyscy wyszli z sali. 
- Słuchaj, naprawdę uważam, że piszesz świetne prace. Chciałbym dać ci kilka swoich książek, z których mogłabyś zaczerpnąć inspiracje. Co ty na to? Mogłabyś wpaść po nie dzisiaj do mnie? - zaproponował.
- Dlaczego akurat ja? Przecież u nas w klasie jest dużo osób, które piszą lepiej ode mnie. Niech pan da te książki komuś innemu, ja sobie jakoś poradzę.
- Nalegam. Tu masz mój adres - powiedział wręczając mi kartkę.
Nie mogę powiedzieć, że nie podekscytowało mnie to wszystko, bo Mike (nauczyciel angielskiego) był przystojnym, wysokim brunetem, o którym fantazjowały wszystkie dziewczyny ze szkoły.

Równo o siedemnastej byłam już pod jego domem. Zapukałam do drzwi, które otworzył mi właśnie on. Zaprosił mnie do salonu, poczęstował herbatą i kupnym, tanim ciastem, które zjadłam tylko i wyłącznie z grzeczności. Później przyniósł wreszcie obiecane książki. Były to głównie romansidła. 
Podobnie jak w przypadku Alexis i Fernando, nie skończyło się na jednym spotkaniu. Bywało i tak, że zamiast iść do redakcji, szłam na kawę z Mike'iem. Na lekcjach ciągle się na mnie patrzył, ja na niego z resztą też. Na jednym ze spotkań pocałował mnie. Dobrze wiedziałam, że to wszystko posunęło się za daleko. Codziennie przeklinałam dzień, w którym poszłam do niego po te książki. Niestety, byłam w nim zbyt głęboko zauroczona, by z tego zrezygnować.
Pewnego dnia wszystko legło w gruzach. Zostałam wyrzucona ze szkoły, straciłam stypendium,
o praktykach mogłam już zapomnieć. Wszystko przez jedno, głupie zdjęcie. Zdjęcie z jednej z moich randek z Mike'iem. 
Po tym całym incydencie straciłam jakikolwiek kontakt z nauczycielem angielskiego. Ważniejsza była dla niego jego kariera i reputacja. Sasha też się do mnie nie odzywała. Nie wspominając już o moich rodzicach, którym powiedziałam, że mimo wszystko zostanę w Stanach. Jedyną osobą, która zachowywała się normalnie była Alexis. Pocieszała mnie i podtrzymywała na duchu mówiąc, że znajdzie mi dobrą pracę i nie będę się musiała o nic martwić.
Byłam zła na siebie za Mike'a. Po co mi to było? Chciałam chyba udowodnić samej sobie, że nie zależy mi już na Justinie, że nie przejmuję się tym, że bierze, że pali, że będzie ojcem, że przestał się do mnie odzywać, że wcale nie próbowałam zerwać z nim kontaktu, który i tak sam się urwał.


***


- Otwórz te cholerne drzwi, proszę! - krzyczał. Nie chciałam, by obudził Alexis, więc otworzyłam je ponownie i stanęłam z nim twarzą w twarz. To nie był ten sam Mike, wspaniały nauczyciel, który zawrócił mi i wielu innym uczennicom w głowie. Wyglądał bez mała jak bezdomny. Strój łamacza serc pozostawiał wiele do życzenia. Jego twarz zdobił zarost, a jego włosy były na tyle długie, że ich końcówki zaczynały się lekko podkręcać. 

- Czego chcesz? - warknęłam. Był zdziwiony. Zaskoczyła go moja reakcja, której w ogóle się nie spodziewał. 
- Potrzebuję pomocy... - zaczął, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
- Czyjej? Mojej? Dziwny zbieg okoliczności, bo jak ja potrzebowałam ciebie, ty tak po prostu zniknąłeś 
i zostawiłeś mnie z tym wszystkim. Nie dość, że wyrzucili mnie ze szkoły, to jeszcze zepsuli mi opinię. A tobie co zrobili? Zmniejszyli ci pensję, a może uczennice przestały nabierać się na twoje sztuczki? – Nie byłam w stanie się powstrzymać. Powiedziałam to, co miałam na myśli i byłam z siebie dumna. Nie miałam zamiaru litować się nad nim i mu pomagać. Wręcz przeciwnie, chciałam pogrążyć go jeszcze bardziej 
i pokazać, w jakiej byłam sytuacji.
- To nie tak, jak myślisz. Ja im mówiłem, że przesadzają, że nie zrobiłaś nic złego…
- Tak? Przestań kłamać. Dobrze wiem, że nie stanąłeś w mojej obronie i bardzo szybko znalazłeś sobie inną ofiarę.
- Ale do ciebie czułem coś więcej. Patty, uwierz mi.
- Słucham? O czym ty w ogóle mówisz? Nie kompromituj się już lepiej, to naprawdę nic nie da. Wiem jaki jesteś i nawet nie chcę wiedzieć, po co tu przyszedłeś. Do widzenia! – Powiedziałam i trzasnęłam drzwiami. Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy. Oparłam się o ścianę chcąc ustabilizować swój oddech. Dopiero po chwili wróciłam do salonu, w którym zostawiłam przyjaciółkę. Alexis siedziała na kanapie i patrzyła na mnie z politowaniem.
- Jak się czujesz? - spytałam, by uniknąć ciszy.
- A ty jak? 
- Spytałam pierwsza - powiedziałam ze złością, bo nie chciałam mówić o tym, co przed chwilą miało miejsce. Przyjaciółka wstała z miejsca, podeszła i przytuliła mnie bardzo mocno. 
- Nie przejmuj się tym dupkiem. Nie zasługuje nawet na rozmowę z tobą! - te słowa podniosły mnie trochę na duchu, mimo to nie potrafiłam wyrzucić z głowy tych wszystkich wspomnień. 
Poczułam delikatne wibracje. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i przeczytałam wiadomość.
- Kto tym razem? - westchnęłam i spojrzałam na wyświetlacz. ''Justin: przyjedź najszybciej jak możesz'' - przeczytałam i zaczęłam się zastanawiać, co czeka mnie tym razem. 
- Wracam do siebie, a ty wyluzuj, bo nie ma się co przejmować takimi typami, okej?
- Nie Alex, nigdzie nie idziesz. Wiesz w jakim jesteś stanie?
- Nic mi nie jest, czuję się dobrze. W razie czego będę dzwonić, a ty zmykaj do swojego ukochanego, 
bo chyba się za tobą stęsknił - powiedziała i wyszła. 
Przebrałam się i ruszyłam w stronę domu Justina.
Z daleka było widać masę samochodów stojących pod posesją Biebera i słychać głośną muzykę. ''Impreza'' - pomyślałam. Byłam pewna, że coś się stało, a on po prostu zrobił domówkę. Nie zdziwiło mnie to, bo po nim można spodziewać się wszystkiego, ale wkurzyłam się, bo nie miałam ochoty na nic więcej niż na pójście spać po tym emocjonującym dniu
- Mówiłem, że nie mamy już o czym rozmawiać! Spieprzaj stąd, suko! - krzyczał. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Justin nigdy nie odzywał się do mnie w ten sposób. Cała ta sytuacja wydawała się dość dziwna, więc nie wzięłam tych słów aż tak bardzo do siebie. Zapukałam jeszcze raz, a raczej walnęłam z całej siły w drzwi, zza których po chwili wyłonił się Justin.
- Chyba już coś powiedziałem! Nie rozumiesz, co się do ciebie mó... - przerwał i podniósł głowę do góry. Otworzył szeroko oczy, w których zauważyłam wielkie zakłopotanie.
- Dobrze się czujesz? - spytałam.
- Co ty tu robisz? - ominął moje pytanie.
- Przecież napisałeś do mnie, żebym przyjechała najszybciej, jak mogę. - Chłopak podrapał się po głowie i zaprosił do środka gestem ręki.
- Tak? Możliwe. Przepraszam, ja... zapomniałem - zaśmiał się pod nosem, choć to, co powiedział, nie było wcale śmieszne. Od razu zorientowałam się, że coś pił. 
- Dzięki, za miłe powitanie - wymamrotałam.
- Myślałem, że to Selena - wymamrotał i podrapał się po głowie.
- Selena? Coś się stało?
- Tak. Przyszła moja królowa - powiedział, po czym przybliżył się do mnie i musnął moje usta. Odepchnęłam go od siebie, bo chuchał mi prosto w twarz oddechem pełnym procentów.
- Chyba raczej się narżnąłeś. Pytam całkiem poważnie, ale widzę, że nie uzyskam sensownej odpowiedzi. 
- Nie przesadzaj, nie wypiłem dużo. Chodź, jest zajebisty melanż!
- Nie wątpię - powiedziałam z ironią i ruszyłam za nim. 
Dom był cały pełny - jak to zawsze bywa na imprezach Justina. Prócz chłopaków z jego paczki nie znałam praktycznie nikogo. Nie była to dla mnie żadna nowość, przywykłam już do domówek ''w swoim gronie''. 
Po długich poszukiwaniach wolnego miejsca, wreszcie udało mi się gdzieś usiąść. Większość krzesełek była zajęta przez pijących, a kanapy i fotele okupowały spragnione miłosnych doznań pary. Nie na rękę było mi siedzenie obok jednej z nich, ale nie miałam innego wyjścia. 
Nie wytrzymałam zbyt długo, dlatego po niespełna 15 minutach wstałam z kanapy i skierowałam się w stronę kuchni. Wzięłam do ręki butelkę piwa i usiadłam na blacie. Z tego miejsca było widać bardzo dużo. Moje oczy szukały jednak tylko jego. Kiedy wreszcie znalazłam roztańczonego Justina, uspokoiłam się. Przez moją głowę przechodziły różne myśli. Te złe i te dobre, ale bacznie obserwując jego seksowne ruchy, zaczęłam myśleć tylko o jednym... Nie trwało to jednak zbyt długo. Obok Biebsa kręciło się pełno dziewczyn, które od czasu do czasu ocierały się o niego, a on nie pozostawał obojętny. 
Wpadłam w furię, kiedy zobaczyłam, jak tańczy z blondynką (blondynka hmm... jeśli macie dobrą pamięć to powinien Wam się przypomnieć Justin imprezowicz i akcja z pewnym zdjęciem), która wykonuje przy nim dość śmiałe ruchy. Zeskoczyłam z blatu, wzięłam do ręki szklankę i nalałam do niej wódki. Poszłam do salonu, stanęłam pod ścianą i szybko wypiłam trunek, który miałam przy sobie. 
Dobrze wiedziałam, co może się wydarzyć, mimo to wciąż miałam nadzieję, że mój chłopak ma swój rozum. Szybko okazało się jednak, że niepotrzebnie to sobie wmawiałam, bo on i tak zrobił to, do czego sprowokowała go blondynka. 
Byli bardzo blisko siebie, dziewczyna szeptała mu coś do ucha. Niejednokrotnie próbowała złapać go za ręce, ale Just (na początku) wyrywał się z jej uścisków. Potem coś w nim pękło, zapomniał o mnie, złapał ją w talii i przyciągnął do siebie. Nie byłam w stanie nic zrobić. Nikt nie wiedział, że ja i Justin jesteśmy ze sobą, więc gdybym tylko wkroczyła do akcji, wszyscy by się o nas dowiedzieli. 
Wróciłam do kuchni i ponownie napełniłam swoją szklankę - tym razem do pełna. 
Na stole leżała paczka papierosów. Schowałam ją do kieszeni i wyszłam na taras. Obiecałam sobie, że nigdy nie zapalę, ale było mi już wszystko jedno. Wolałam doprowadzić się do stanu, w jakim był Justin i reszta imprezowiczów, by to wszystko aż tak cholernie nie bolało. 
Opierając się o barierkę i zaciągając dymem wciąż przyglądałam się swojemu chłopakowi i jego partnerce. Czekałam tylko, aż dojdzie do czegoś więcej. Bieber miał mnie gdzieś i ja też go miałam, choć nie było to wcale takie łatwe.
Bez wahania sięgnęłam po kolejną fajkę. Zbliżyli się ponownie. Byłam pewna, że to właśnie ten moment, że zaraz stanie się coś, co ponownie rozdzieli mnie i Justina. 
Justin
Dziewczyna złapała moje dłonie, które delikatnie obejmowały ją w talii i przeniosła je nieco niżej, a potem przybliżyła się do mnie. Dopiero wtedy zorientowałem się, z kim mam do czynienia. 
Rozejrzałem się wokół, chcąc znaleźć w tłumie Chaz'a lub Ryan'a. W zamian za to natrafiłem na piorunujący wzrok Patty, którym niemalże mnie zabiła. 
Kompletnie zapomniałem, że ona tu jest. Nie miałem zamiaru robić z tą blondynką nic więcej, chciałem po prostu zatańczyć. Nie byłem aż tak pijany, jak wtedy, a mimo to prawie (znów) dałem owinąć się jej wokół palca. 
- Pojebało cię?! - spytałem oburzony, po krótkiej chwili przemyśleń. 
- Stary, wyluzuj! - usłyszałem za plecami. Kiedy się obróciłem, okazało się, że to Chaz.
- Mówiłem, że macie jej tu nie przyprowadzać...
- Nie zabieraliśmy jej ze sobą!
- Na pewno - powiedziałem z ironią.
- Daj spokój i się napij! - powiedział i podał mi drinka. Nie miałem ochoty dochodzić się z nim, więc wziąłem szklankę i wyszedłem na zewnątrz. Podszedłem do Patty i doznałem lekkiego szoku, kiedy zobaczyłem ją z fajką. 
- Co ty robisz? - spytałem.
- Nie widzisz? 
Zabrałem jej papierosa i zaciągnąłem się dymem. Byłem pewien, że to cisza przed burzą. Czekałem tylko, aż zacznie awanturę. Jednak nie doczekałem się. Nawet jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zmartwiłem się, choć z drugiej strony ulżyło mi, bo nie musiałem się tłumaczyć i wyjaśniać, że między mną a tą dziewczyną do niczego nie doszło.
Patty
Rozmawialiśmy, jak gdyby nigdy nic. Ja udawałam, że wszystko jest w porządku, a on najwidoczniej w to wierzył albo był tak pijany, że już nie pamiętał, co chwilę wcześniej robił z tamtą blondynką. Robiłam to specjalnie, bo chciałam, by poczuł się tak, jak ja, by zmartwił się choć trochę i poniósł konsekwencje.
Weszliśmy do środka dopiero wtedy, kiedy zrobiło mi się zimno. Justin poszedł po drinki, ja natomiast zajęłam się szukaniem miejsca. Jedna z kanap była wolna, więc usiedliśmy na niej i wróciliśmy do rozmowy.
W pewnym momencie poczułam na sobie jego rękę, która zmysłowo błądziła po wewnętrznej stronie mojego uda. Justin zbliżył się do mnie i udając, że szepcze mi do ucha, delikatnie musnął moją szyję. 
- Uspokój się, ludzie patrzą - zwróciłam mu uwagę.
- To chodźmy gdzieś, gdzie nie będę patrzeć... - wyszeptał i złapał mnie za rękę, po czym pociągnął za sobą na górę. Weszliśmy do pokoju, w którym jeszcze nigdy nie byłam. 
- Gdzie jesteśmy? - spytałam.
- W jednym z pokoi gościnnych. Zazwyczaj śpi tu któryś z chłopaków, ale dzisiaj to my się tutaj zabawimy - przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Chwile później znajdowaliśmy się na łóżku. Wciąż namiętnie się całując, podnieśliśmy się, a ja usiadłam na Justinie okrakiem. Chłopak przycisnął mnie do siebie. Oderwaliśmy się od siebie na chwilę. Podniosłam głowę i spojrzałam na Biebsa, który uśmiechał się szeroko. Złapał mój podbródek i przyciągnął go do siebie, po czym pocałował mnie. Znów przyciskał mnie do siebie. Jego ręce kurczowo trzymały moje pośladki, moje zaś błądziły po Justinowych plecach. Tym razem to ja przybliżyłam się do niego i usiadłam na Jerry'm. Dobrze wiedziałam, że takim zachowaniem tylko go prowokuję. 
Biebs zdjął nasze spodnie, po czym powrócił do pocałunków, które przeniósł na moje piersi.
 Kiedy poczułam, jak unosi się pode mną, szybko mnie położył, delikatnie rozchylił moje nogi i otarł się o mnie. Cicho zajęczałam. 
- Justin, nie! - krzyknęłam. Chłopak zlekceważył moje słowa i zaczął dobierać się do stanika. Jego usta obsypywały mój dekolt namiętnymi pocałunkami, z którymi stopniowo schodził coraz niżej i niżej. Odepchnęłam go od siebie i powiedziałam, że nie mam dzisiaj ochoty. Oderwał się ode mnie i opadł na łóżko. Po chwili jednak znów poczułam na sobie jego ręce, które tym razem dobierały się do moich majtek. Położył się na mnie i pocałował delikatnie, po czym zdjął ze mnie i z siebie wszystkie ubrania. 
Mimo tego, co działo się wcześniej, nie byłam w stanie mu się oprzeć. Całował mnie z co raz większą namiętnością, a jego dłonie badały z namaszczeniem każdy centymetr mojego ciała. Wszystko po to, by za chwilę przeżyć coś niesamowitego. 
Kiedy byliśmy już gotowi, Justin ponownie rozchylił moje nogi. Mimo tak dużej ilości spożytego alkoholu wciąż pamiętałam o tym, co najważniejsze, czyli o zabezpieczeniu. 
- Justin, gumka - wysapałam z trudem. Chłopak oderwał się ode mnie na chwilę, sięgnął do kieszeni spodni 
i do szuflad szafek nocnych, jednak nie udało mu się nic znaleźć.
- Pieprzyć to! - powiedział, po czym dość szybko wszedł we mnie. Jego pchnięcia były strasznie mocne, nie zwalniał ani na chwilę. Rękoma błądził po moich piersiach. Moje spoczywały na jego pośladkach, które ściskały z całych sił. 
- Justin, ja... ja już nie mogę - jęknęłam. - Przestań! - błagałam. Chłopak zaśmiał się pod nosem i znów przyspieszył. Nie było mi wcale do śmiechu, wręcz przeciwnie, ale wolałam siedzieć cicho. Justin był nieobliczalny, a pijany Justin?

Bieber's Sense ma już prawie 30 rozdziałów i ponad 13 tysięcy wyświetleń, co w porównaniu z innymi jest niczym, ale dla mnie jest czymś niesamowitym! Dziękuję Wam z całego serca :)
Patty

piątek, 15 marca 2013

28.

W jednej chwili uświadomiłem sobie, że prawdopodobnie dopadły nas konsekwencje związane z sylwestrową nocą. Byłem spokojny i opanowany, bo już raz przez to przeszedłem, ale nie potrafiłem powiedzieć nic sensownego. Chciałem, tak bardzo chciałem wydobyć z siebie jakieś słowa, ale nie mogłem. Przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem bardzo mocno. Patty próbowała wyrwać się z moich objęć, ale nie pozwoliłem jej na to. Była roztrzęsiona i zalana łzami, a ja czekałem cierpliwie, aż uspokoi się choć trochę.
Oderwałem ją od siebie, objąłem jej twarz dłońmi i uniosłem lekko do góry chcąc, by patrzyła mi prosto w oczy, kiedy do niej mówię.
- Jesteś pewna?
- Nie...
- No to o czym my w ogóle mówimy?! - Zdenerwowałem się. Puściłem ją i spojrzałem na nią z wyrzutem.
- O czym? Trzymajcie mnie, bo zaraz mu coś zrobię! 
- To nie ja powiedziałem, że jestem w ciąży, nie mając na to żadnych dowodów. Nie bądź jak Selena i nie szukaj we mnie winy. 
- Jesteś żałosny - powiedziała i wyszła z pokoju. Wybiegłem za nią i ją zatrzymałem. Byłem zły na siebie, bo jak zawsze powiedziałem pod wpływem emocji coś, czego nie powinienem. 
- Chyba nie chciałbyś robić tego testu sam, prawda? Gdyby okazało się, że to prawda, nie miałbyś nawet żadnego oparcia, bo wiesz o tym tylko ty, a twoja ukochana osoba jest na drugim końcu świata. Teraz mnie rozumiesz? Poza tym nie chodzi mi tylko o to.
- Przepraszam, poniosło mnie. Nie chciałem cię do niej porównywać, chodziło mi tylko o ten test. Masz rację, nie pomyślałem o tym. Teraz możesz spróbować, bo masz mnie - odpowiedziałem udając, że nie słyszałem jej ostatniego zdania. Najpierw chciałem załatwić jeden, a dopiero potem zająć się resztą problemów. sprawdzimy już teraz? - spytała wyciągając z torebki różowe pudełeczko. Pokiwałem głową i udaliśmy się do łazienki. 
- I jak? - spytałem niepewnie. 
- Przynieś mi jeszcze jeden... 
Czekałem na konkretną odpowiedź, tymczasem zostałem wysłany po kolejny test, co mnie zaniepokoiło. 
Po paru minutach zadałem jej to samo pytanie. Uśmiechnęła się szeroko i rzuciła mi się na szyję. Kamień spadł mi z serca. Kochałem Patty, ale nie planowałem mieć z nią dziecka w wieku 20 lat. Z Seleną też nie, niestety wyszło, jak wyszło... 


***



Kiedy wróciłam w piątek ze szkoły, byłam całkiem padnięta, dlatego od razu położyłam się na kanapie. Zamknęłam oczy i usnęłam. Obudziłam się około godziny osiemnastej, kiedy zadzwoniła do mnie Alex i zapowiedziała swoją wizytę. 
- Co się stało? - spytała na wejściu przyjaciółka.
- Nic, a co?
- Nie wyglądasz najlepiej. To pewnie sprawka Justina. Co ci zrobił?
- Justin? - zaśmiałam się. - Czuję się jak po wojnie atomowej i jak mówisz tak też wyglądam, bo mamy na uczelni niezły zapieprz i tyle. 
- Biedna Patty - powiedziała i przytuliła mnie. - Zrobię ci coś do jedzenia, co ty na to?
- Mam rączki, dam sobie radę. 
- Ja też i zamierzam je wykorzystać. Nie wiem po co się w ogóle pytam, jak i tak nie masz nic do gadania. Wracaj na kanapę! - powiedziała i wygoniła mnie z kuchni. 
Szczerze mówiąc nie byłam w stanie jej odmówić. Uwielbiałam dania Alexis. W brew pozorom moja przyjaciółka potrafi gotować i to dosyć dobrze. 
Zastosowałam się do poleceń dziewczyny, położyłam się i włączyłam telewizor mając nadzieję, że uda mi się obejrzeć coś ciekawego.
Po czterdziestu minutach zajadałyśmy się już pyszną zapiekanką. Bardziej niż na jedzeniu  skupiałyśmy się na rozmowie, ale jest to dla nas rzeczą normalną.
Nasze talerze były prawie puste, kiedy Alex wstała od stołu. 
- Gdzie idziesz?
- Zaraz wracam.
Zdziwiło mnie to, ale nie pytałam o nic więcej. ''Poszła do łazienki'' - pomyślałam. 
Zdążyłam skończyć jeść i pozmywać, a jej jeszcze nie było. 
Uchyliłam przymknięte drzwi łazienki, a moim oczom ukazała się siedząca na podłodze Alexis, której głowa wisiała nad toaletą. Podbiegłam do niej i obróciłam ją w swoją stronę. Na jej policzkach było widać ślady tuszu, jakie pozostawiły po sobie strugi łez. Przeszkolone oczy dziewczyny wyglądały tak, jakby zaraz miały jej wypaść. Spojrzała na mnie z zażenowaniem, 
a po chwili powróciła do swojej poprzedniej pozycji i zwymiotowała. Podałam jej kawałek papieru, którym wytarła usta.
- Znów nażarłam się jak głupia. Przejdzie mi - powiedziała z trudem.
Zaśmiałam się pod nosem, bo dobrze wiedziałam, że nie chodzi o jedzenie. Byłam tego w stu procentach pewna, ale nie odezwałam się słowem, po prostu udawałam, że uwierzyłam w jej kłamstwo. 
Kiedy sytuacja się ustabilizowała, zaprowadziłam Alex do salonu, położyłam na kanapie 
i przykryłam kocem. Kazałam iść jej spać. Dziewczyna nawet nie zaprzeczyła, po prostu zamknęła oczy. Można powiedzieć, że zamieniłyśmy się rolami, bo teraz to ja opiekowałam się nią tak, jak to było jakieś dwie godziny wcześniej. 
Posprzątałam w łazience i usiadłam obok ''chorej''. Gładziłam ją po policzku i zastanawiałam się, co znowu strzeliło jej do głowy i czy przypadkiem nie wpakowała się w to, w co prawie wpadliśmy z Justinem. 
Z rozmyślań wyrwało mnie głośne pukanie do drzwi. Nie chciałam, żeby Alex się obudziła, 
więc podbiegłam do nich i otworzyłam je dosyć szybko. Myślałam, że tego dnia już nic się nie wydarzy, jednak okazało się, że byłam w dużym błędzie. 
Kiedy zobaczyłam, kto stoi za drzwiami, zamknęłam je. Wraz z nim, dosłownie w jednej chwili, powróciły wszystkie wspomnienia i nie byłam w stanie przed tym uciec...
- Patty, otwórz! Przecież wiem, że tam jesteś!



***

Nie miałem ochoty się z nią spotykać, ale przyznam, że coś mnie tam ciągnęło. Mówiąc coś, mam chyba na myśli dziecko, sam nie wiem...  Niestety obiecałem Selenie, że w lutym będziemy widywać się codziennie, więc nie mogłem się wykręcić. 
Wsiadłem do Ferrari i ruszyłem w stronę domu Gomez. Droga (niestety) nie zajęła mi zbyt dużo czasu. Postanowiłem więc, że wpadnę jeszcze do najbliższego sklepu po fajki.
Zapukałem do drzwi, a chwilę później ujrzałem swoją dziewczynę. Wszedłem do środka, rozebrałem się i poszliśmy do salonu. 
Siedzieliśmy obok siebie, ale zachowywaliśmy pewien dystans - przynajmniej ja. Selena objęła dłonią moje kolano i oparła się o mnie. Nie byłem zadowolony, ale nie chciałem być nieuprzejmy, więc nie zareagowałem na to w żaden sposób. Po ostatniej rozmowie z Patty, ponownie przemyślałem kilka spraw i postanowiłem być konsekwentny. Dobrze wiedziałem, 
że nie jest jej łatwo, że zachowywałem się jak totalny dupek i nie mogła liczyć na moje wsparcie. Mimo tego, że wiedziałem, co zrobiła mi Sel, nie potrafiłem być w stosunku do niej całkowicie obojętny... 
<klikamy i słuchamy!>
Rozmawialiśmy o planach związanych z najbliższymi tygodniami, o jej filmie, mojej trasie, 
o naszych znajomych. Poruszyliśmy wiele spraw, ale żadne z nas nie wspomniało nic o dziecku. Postanowiłem zacząć ten temat, pytając o kolejną wizytę u lekarza.
- Nie będzie żadnej wizyty - usłyszałem.
- Jak to? Nie zobaczysz się z nim przed porodem? - po moim pytaniu nastąpiła głucha cisza.
- Justin, ja... - przerwała i wzięła głęboki oddech. - Usunęłam to dziecko - powiedziała jak gdyby nigdy nic. Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałem. Spojrzałem na jej płaski brzuch, który ukrywała pod rozciągniętym swetrem. Zacząłem myśleć o tym wszystkim, co było między mną i Seleną. Wyłączyłem się na dłuższą chwilę. Kiedy wróciłem do rzeczywistości, wydusiłem z siebie krótkie pytanie:
- Proszę?! - wstałem i złapałem ją za nadgarstki. Była przerażona. Targały mną emocje, sam nie wiedziałem, co robię.  
- Nie chciałam tego robić, ale zrozum...
- Wiesz, co zrobiłaś?! To było nasze dziecko, a ty je zabiłaś! Od zawsze wiedziałem, że jesteś zimną suką, ale teraz przeszłaś samą siebie. Naprawdę myślałem, że staniemy na wysokości zadania i wychowamy je, pokażemy im wszystkim, że razem potrafimy przejść przez wszystko, ale ty potraktowałaś to dziecko jak problem i pozbyłaś się go. Bałaś się o swoją karierę? Pieprzona sława jest dla ciebie ważniejsza, niż twoi najbliżsi? Boże, co ja w tobie widziałem? Ale nie żałuję czasu spędzonego z tobą, bo to wszystko nauczyło mnie bardzo dużo, 
a zwłaszcza ta sytuacja.
- Nie rozumiesz, że to by zniszczyło nasze plany i marzenia? Jak zawsze myślisz tylko o sobie!
- Tak, mówmy o nim ''to'', przecież to tylko dziecko... - przerwałem, bo w moich oczach pojawiły się łzy, a mój aparat mowy odmówił mi posłuszeństwa. Miałem nadzieję, że Selena nic nie zauważyła. Nie chciałem, żeby poczuła jeszcze większą satysfakcję i uznała, że się poddałem. Nie przeszło mi to nawet przez głowę. Chciałem, żeby poniosła konsekwencje swoich głupich, nieprzemyślanych decyzji i czynów. 
- Chciałbyś stracić to wszystko, co masz? Myślę, że nie, a gdybym nie zrobiła tego, 
co zrobiłam, nie było by już nic! 
- Kiedyś nie przejmowaliśmy się opinią innych, po prostu szliśmy dalej. Właśnie, kiedyś... 
a wiesz ile byśmy zyskali? Poza tym nic nie ma już od dawna, przynajmniej między nami. Dziękuję, że nie raczyłaś mnie nawet powiadomić i sama podjęłaś decyzję, miło z twojej strony.
Selena spuściła głowę i podparła ją lewą ręką. Tym razem nie odpowiedziała nic. Zwróciłem uwagę na jej dłonie, które kurczowo ściskały wełniany sweter. 
Spojrzałem na nią z żalem i ruszyłem w stronę drzwi. Nie wyszedłem, bo dziewczyna zatrzymała mnie łapiąc moją rękę. 
- Czego znowu chcesz?! - wybuchnąłem. 
- To nie było twoje dziecko - wydukała i zaczęła płakać.
- Wiedziałem, od początku wiedziałem, że dajesz dupy na lewo i prawo! Jesteś zwykłą dziwką, wiesz?! Pieprzoną suką, która nie zasługuje kompletnie na nic, nawet na takiego sukinsyna, 
jak ja! Byłem głupi myśląc, że to był ''tylko pocałunek''. Uwierzyłem w każde twoje kłamstwo i ty perfidnie to wykorzystałaś. Jedyne, na czym ci zależy to moje pieniądze i sława. Nigdy nie przeszło mi przez głowę, że potraktujesz mnie w taki sposób. To wszystko? Bo myślę, że nie mamy już o czym mówić - wyrwałem się z jej uścisku i ponownie ruszyłem w stronę drzwi. 
Znów próbowała mnie zatrzymać. Krzyczała, że mnie kocha, że to był tylko raz... 
Myślała, że dam się nabrać? Jeśli tak, to oszukiwała samą siebie, bo dobrze wiedziała, że nie znaczyła już dla mnie zupełnie nic i nie mogła naprawić tego w żaden sposób. 
Wsiadłem do auta i odjechałem najszybciej, jak mogłem. Po drodze wypaliłem trzy papierosy, a w domu doprawiłem się jeszcze dwoma dość mocnymi drinkami.  



Krótki, beznadziejny i strasznie zagmatwany, ale można go nazwać jednym z ważniejszych rozdziałów, bo odpowiedział na nurtujące Was pytania. Nie martwcie się, to jeszcze nie koniec. 
Patty

sobota, 2 marca 2013

27.

Nie mieliśmy siły na nic. Leżeliśmy zupełnie nadzy na tylnim siedzeniu nowego Lamborgini Biebsa. Moja głowa spoczywała na podrapanej, unoszącej się i opadającej z wielkim trudem klatce piersiowej ciężko oddychającego Justina. Chłopak był cały rozpalony, doskonale słyszałam przyspieszone bicie jego serca, które nie zwalniało ani na sekundę.
- Koniec tego dobrego. Zwijamy się, bo prędzej czy później Alexis nas dopadnie - powiedziałam i podniosłam się do góry, po czym zaczęłam kompletować swoją bieliznę. Justin przeciągnął się, zamamrotał coś pod nosem i naciągnął na siebie czarny T-shirt.
- Patty... - wtulił się we mnie i zamruczał mi do ucha. - Musimy tam jechać?
- Justin, daj spokój. Pytasz się mnie o to setny raz, a dobrze wiesz, że tak. Nie chcesz zobaczyć się z Nando?
- Chcę, ale wolę widzieć się tylko z tobą - wyszeptał i zaczął całować moją szyję. Nie chcąc, by znów doszło do czegoś więcej, wyszłam z auta i zajęłam miejsce na przodzie. Justin usiadł za kierownicą i pomknęliśmy w stronę domku Alexis.
Byliśmy tam koło drugiej. Jak zawsze Morenzo zaprosiła mnóstwo osób, które widziałam pierwszy raz na oczy oraz kilku stałych bywalców, których zdążyłam poznać na poprzednich imprezach. Ludzie bawili się i w środku i na zewnątrz, jednak nigdzie nie mogliśmy znaleźć organizatorki sylwestra. Dzwoniliśmy do niej, ale nie odbierała. Rozdzieliliśmy się, by poszukać jej jeszcze raz - tym razem na spokojnie. Justin wyszedł na dwór, a ja kręciłam się do domu. Byłam pewna, że przeszukałam już wszystkie pokoje, jednak z czasem uświadomiłam sobie, że nie zaglądałam jeszcze do spiżarki znajdującej się tuż obok kuchni. Kiedy tylko otworzyłam drzwi tego malutkiego pomieszczenia, moim oczom ukazała się siedząca na podłodze Alex, która w jednej ręce trzymała drinka, a w drugiej kawałek pizzy.
- Patty?! Boże, jak dobrze, że jesteś! - zawołała podnosząc się. - Nie bój się, nie jestem pijana, tylko... - przerwała i westchnęła. - Po prosu jestem strasznie głodna i nie mogę zjeść w spokoju, bo co chwilę ktoś chce coś ode mnie, dlatego przyszłam tutaj. 
- Spokojnie, rozumiem cię doskonale. Poza tym widziałam już wiele, uwierz. Przynieść ci coś jeszcze?
- Chipsy i drinka. Ale nie mów nikomu, że jem takie śmieci, okej?
Puściłam jej oczko i wyszłam. Zanim wróciłam do Alex, poszłam porozmawiać z Justinem. Niestety nie było mi to dane, ponieważ siedział przy stole z Nando i sączył piwo. ''To dopiero początek'' - pomyślałam i pomknęłam do spiżarki. 
Zajadałyśmy się chipsami, plotkowałyśmy i wspominałyśmy. Trzeba być nieźle świrniętym, żeby siedzieć w takim miejscu i o takiej porze, ale nie widziałyśmy w tym nic dziwnego. Najważniejsze było dla nas to, że mogłyśmy pogadać sam na sam. 
Nie wiem, jak długo tam siedziałyśmy, ale jak wyszłyśmy, ludzi było znacznie mniej, a bałagan był oczywiście jeszcze większy. Ruszyłyśmy w stronę salonu. Usiadłyśmy na kanapie i przyglądałyśmy się grupce facetów siedzących przy stole. Tak jak przypuszczałam, mój chłopak nie pił już piwa, tylko dosyć prędko opróżniał kieliszek, który napełniał mu Torres. Wokół nich siedziała reszta gości, którzy z zainteresowaniem słuchali ich niekoniecznie śmiesznych kawałów i rozmawiali z nimi o piłce nożnej, dziewczynach i samochodach. Kiedy usłyszałam, że z ust Justina pada moje imię i słowo ''seks'', szybko do niego podbiegłam, złapałam go za rękę i wyprowadziłam na zewnątrz.
- Oszalałeś? Chcesz, żeby wszyscy o nas wiedzieli? Poza tym nie życzę sobie, żebyś opowiadał o jakichkolwiek szczegółach, rozumiesz?
- Ale... ale kochanie, przecież ja nic nie powiedziałem, więc o co ci chodzi?
- Już ja wiem swoje. Ogarnij się, bo jak będziesz pił w takim tempie, to padniesz za godzinę. I nie mów o mnie nic, zupełnie nic, jasne?
- Jak słoneczko - uśmiechnął się szeroko i wrócił do środka.
Ostatni goście zwinęli się po trzeciej. Ja i Alex zabrałyśmy się za sprzątanie, czego nie można powiedzieć o Juju i Nando. Zamiast nam pomóc, grali w piłkę. Na początku nie przeszkadzało nam to, z czasem jednak zaczęło. Co chwilę było słychać ''dajesz!'', ''strzel!'' lub ''podaj!''. Kazałyśmy im wynieść się na zewnątrz. Najdziwniejsze jest to, że nie protestowali, zabrali piłkę i po prostu wyszli. 
Wyszłyśmy po nich, kiedy tylko skończyłyśmy ogarniać ten cały poimprezowy syf.
- Możecie już wrócić! - zawołałam. - Ej, gdzie oni są?! - spytałam zaniepokojona.
- Spokojnie, zaraz się znajdą.
Zaczęłyśmy od przeszukiwania ogrodu i plaży. Niestety, nie było ich tam. 
Wybiegłyśmy przed dom. Pod płotem leżała para czarnych japonek z Adidasa i białych butów z supry. Wpadłyśmy w panikę, bo nie wiedziałyśmy nawet, gdzie ich szukać. Rozejrzałyśmy się dokładnie, ale to i tak było na nic. Usiadłyśmy na krawężniku i czekałyśmy na cud.
Nie minęło więcej, niż pięć minut, kiedy ujrzałyśmy w oddali dwie, chwiejące się, zakapturzone postacie. Zerwałyśmy się na równe nogi i pobiegłyśmy w ich stronę. Na początku nie wiedziałyśmy, czy to nasze zguby. Ich tożsamość potwierdziły dopiero głośne śpiewy, które było słuchać praktycznie na całej ulicy. Nando wykonywał ''We Are The Champions'', a Justin mu wtórował. To było... coś strasznego, chociaż nie wiem, co było gorsze. Ich wykonanie, czy brudne skarpetki Justina. 
- Pojebało was do reszty?! - krzyknęła Alexis. Zaśmiali się. - Gdzie byliście?
- W sklepie - odpowiedzieli podnosząc do góry butelkę wódki. 
- Nie musieliście się fatygować, dzisiaj i tak już nic nie wypijecie. 
- Nie chcę cię martwić, ale i tak już ją otworzyli - zauważyłam. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby moja przyjaciółka była tak wkurzona, jak wtedy. Nie dziwię jej się, ale z drugiej strony była w tym też nasza wina, bo mogłyśmy pilnować ich znacznie lepiej, więc powinna wziąć to pod uwagę i nie gniewać się tak na nich. 
- A...ale Alex, daj spokój, przecież nikt nas nie poznał - wydukał Nando.
- Patty trzymaj mnie, bo zaraz wyjdę z siebie i stanę obok! 
Przytuliłam ją mocno i kazałam trochę ochłonąć. Złapałyśmy ich za ręce i zaciągnęłyśmy z powrotem do domu. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, bo pijani chłopcy wyglądali bardzo uroczo i przez całą drogę opowiadali różne ciekawostki na swój temat.
Jak tylko dotarliśmy na miejsce, zabrali swoje buty, rzucili je pod drzwi i pobiegli na plażę. Po co? Oczywiście grać w piłkę. Pech chciał, że nogi odmówiły im posłuszeństwa i obaj przewrócili się. Musiałyśmy pomóc im wstać, bo sami nie byli w stanie się podnieść. Zaprowadziłyśmy ich do salonu i położyłyśmy na kanapie. Usnęli w mgnieniu oka. 
Obudziliśmy się o dwunastej. Ja i Alexis czułyśmy się bardzo dobrze, czego nie można powiedzieć o Juju i Nando. Wyglądali jak bezdomni i wcale nie wiedzieli dlaczego. Kompletnie nie pamiętali swoich nocnych popisów i wcale nie dziwili się, kiedy zaczęłyśmy im o nich opowiadać. 


***


Justin przespał całą drogę. Odwiozłam go do domu i wróciłam do siebie. Czułam się strasznie dziwnie jadąc bez niego. Tak naprawdę chodziło o to, że bałam się o jego samochód. Na szczęście nic się nie stało. 
Zjadłam coś i przespałam się. Około dwudziestej pojechałam odstawić auto. 
Zajechałam pod dom, pod którym stało kilka innych, drogich wozów. ''Ciekawe, kto to'' - pomyślałam. Zadzwoniłam do drzwi, które po chwili otworzył mi mój chłopak.
- Co ty tu robisz? - spytał zdziwiony.
- Dzięki za miłe powitanie - wymamrotałam. 
- Źle mnie zrozumiałaś. Po prostu nie spodziewałam się, że dzisiaj wpadniesz. 
Mówił coś jeszcze, ale nie mam pojęcia co. Wyłączyłam się, kiedy zobaczyłam Selenę...
- Samochód stoi pod domem. Widzę, że masz gości, więc nie będę ci przeszkadzać, pa - rzuciłam mu kluczyki i ruszyłam w stronę furtki.
- Patty! - złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. - O co ci znowu chodzi? 
- Znowu? Justin, daj spokój, dobrze? Jesteś w tym momencie śmieszny. Będziesz miał przeze mnie kłopoty, dobrze o tym wiesz. Poza tym nie chcę jej denerwować, kiedy jest w błogosławionym stanie. Pogadamy, jak będziesz miał chwilę czasu - powiedziałam, wyrwałam się z jego uścisku i wyszłam. 
Kiedy wróciłam, umyłam się i położyłam spać. Po miłej rozmowie z Justinem straciłam ochotę na cokolwiek. Było mi strasznie przykro, że nie wspomniał nawet słowem o ich wizycie. Musiało stać się coś ważnego, a ja, ''najlepsza przyjaciółka'' jak zawsze nie wiedziałam. 
Jeden telefon, drugi, trzeci, czwarty... nie odebrałam. Leżałam i wbrew sobie udawałam obojętną. ''Co będzie, jeśli tu przyjdzie?'' - na samą myśl, zrobiło mi się niedobrze. Nie chciałam z nim rozmawiać. 
- Sasha, nie wpuszczaj go tutaj! - zawołałam, jednak nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Kiedy weszłam do salonu, on już tam był. 
- Za późno... - powiedział. 
- Chcesz mi coś powiedzieć? Jak nie, to dobranoc, a jak tak to... to też dobranoc - warknęłam i wróciłam do siebie. 
Przykryłam się kołdrą i zwinęłam w kulkę. Justin zdjął kurtkę, położył się obok, po czym objął mnie zimnymi rękoma. Czułam na sobie jego oddech, wiedziałam, że jest bardzo blisko. 
- Czego chcesz?
- Porozmawiać.
- Nie mamy o czym.
- Chcę ci powiedzieć to wszystko, co powiedziałem im. Miałam rozmawiać z tobą na ten temat jutro, bo dzisiaj doznałaś już wielu wrażeń. 
Odwróciłam się i spojrzałam mu prosto w oczy. 
- Dobra, dobra, już się tak o mnie nie martw. Więc?
Podniósł się lekko i oparł na przedramionach. Po chwili ciszy uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Wznawiamy Believe Tour, bo mamy...
Rzuciłam mu się na szyję, przez co nie mógł skończyć zdania. Wtedy zrozumiałam, czemu czekał na odpowiedni moment. Rozmowy na temat jego kariery były jednymi z najważniejszych, więc od razu zrozumiałam, dlaczego Justin zachował się w taki sposób. 
- ... mamy jeszcze trochę czasu do lutego. Jak urodzi się dziecko i zrobimy małą przerwę, a potem znów wrócimy do koncertowania. Europa czeka, więc nie mogę zawieść swoich Beliebers. Widzisz, mówiłem, że sobie coś wymyśliłaś.
- Widzisz, mówiłem, że sobie coś wymyśliłaś - przedrzeźniałam go. Przygniótł mnie swoim ciałem, bym mu nigdzie nie uciekła i zaczął łaskotać. Pocałował mnie delikatnie i oparł swoją głowę na mojej klatce piersiowej. 
- Ja też mam ci coś do powiedzenia. Przyjęli mnie z powrotem na uczelnię. 
- I mówisz mi o tym dopiero teraz?! 
- Jak Justin Beliebers, tak Beliebers Justinowi - pokazałam mu język i zaczęliśmy się głośno śmiać. 

***

Nie wiem jakim cudem Justin ich przekonał. Mówił, że nie próbował ich przekupywać, chociaż nie do końca w to wierzę. Może zgodzili się dlatego, że Mike już tam nie pracuje. Hmm, kto wie. 
Na początku było mi trudno. Musiałam wcześnie wstawać, chodzić o przyzwoitej porze spać, pisać prace, uczyć się. Był drugi semestr, więc nie było łatwo. Atmosfera w szkole również nie była zbyt przyjemna. Ludzie doskonale wiedzieli, kim jestem i co zrobiłam. Było mi miło, kiedy niektórzy mówili, że nie tylko ja byłam ofiarą Mike'a i że nie ma się czym przejmować. Większość uczniów miała niestety przeciwne zdanie i obwiniała mnie za wszystko - również za jego nie tak dawne odejście z pracy. 
Justin wyruszył w dalszą część Believe Tour. Alexis i Nando zaraz po sylwestrze wrócili do Londynu. Z dnia na dzień było gorzej, bo brakowało mi ich co raz bardziej - zwłaszcza Justa. Jak zawsze staraliśmy się utrzymywać ze sobą stały kontakt. Nie rozmawialiśmy zbyt często, bo albo ja byłam zajęta albo on. Zbliżał się luty. Bałam się, że wraz z nowym miesiącem, zostaną ustalone też nowe zasady, których ja i Justin będziemy musieli się trzymać. Może brzmi to zbyt okrutnie, ale tak bardzo chciałam, by to dziecko nie było jego, by nic prócz starego związku już ich nie łączyło. Wiedziałam, że kiedy maluch przyjdzie na świat, pójdę w odstawkę. 
Styczeń się kończył, a JB nie dawał żadnych oznak życia. Na początku lutego w internecie pojawiły się nowe zdjęcia Jeleny. Co najciekawsze były one robione w LA. Przeglądając portale plotkarskie znalazłam również swoje. Komentarze do nich, w których zarzucono mi dręczenie i prześladowanie Justina, były wprost wyjęte z ust Seleny. Wiedziałam, że to jej sprawka, ale od ostatniej afery minęło sporo czasu, w ciągu którego nauczyłam się, że są ważniejsze sprawy niż głupie plotki i powinnam się przejmować tylko nimi. 
Beliebers pisały na twitterze ''#JelenaIsBack'' lub ''#JelenaForever'', co trochę mnie zaniepokoiło. 

***

- Halo?
- Hej, co tam?
- Co tam? Hmm wróciłeś trzy dni temu i dowiedziałam się tego z internetu, nie odzywasz się od jakiegoś tygodnia, Selena nasłała na mnie detektywa i w sumie to tyle.
- Poczekaj, pogubiłem się. Zaraz będę.
Wyszłam na zewnątrz. Nie chciałam, żeby Sasha słyszała, jak na niego krzyczę. 
Kiedy podjechał pod blok, otworzyłam drzwi samochodu i wsiadłam do niego. Justin spojrzał na mnie kątem oka, wcisnął gaz i odjechaliśmy z piskiem opon. Było jednak zupełnie inaczej, niż planowałam. Zamiast wygarnąć mu prosto w twarz, siedziałam cicho.
Justin
Zabrałem ją do siebie. Nie spodziewałem się nikogo, więc mogliśmy porozmawiać na spokojnie. Wiedziałem, że ma mi za złe ustawki z Seleną, ale dziecko było najważniejsze. Musiałem coś poświęcić i bardzo żałowałem, że musi to być czas przeznaczony na spotkania i rozmowy z Patty. 
Weszliśmy do środka. Żadne z nas nie odezwało się ani słowem. Poszliśmy do mnie. Dziewczyna usiadła na łóżku, a ja ukucnąłem obok niej i złapałem ją za ręce.
- Przepraszam, ale wiesz, jaka jest sytuacja. Zbliża się termin porodu, a my musimy pokazywać się razem jak najczęściej, żeby ludzie myśleli, że się kochamy. Sam nie wierzę, że to mówię, ale taka prawda. Nie gniewaj się na mnie.
- Jak mam się nie gniewać?! - wstała i krzyknęła. - Zaraz cały świat się dowie o waszym dziecku i o naszym związku, a ja mam być spokojna i się nie gniewać? Nie odzywasz się, chodzisz na randki z Seleną, ludzie na uczelni wytykają mnie palcami i jeszcze ten pieprzony okres, więc może spróbuj postawić się na moim miejscu!
- Słyszałem, że nie przejmujesz się plotkami. Rozumiem, że kłamałaś. Nie no powiem ci, że zajebiście kochanie, zajebiście. Jaki okres? Masz okres?
- Tak, świetnie! Nie mam okresu.
- To jak nie masz to o co chodzi?
- O to kurwa, że spóźnia się już miesiąc! - wykrzyczała mi prosto w twarz, a z jej oczu popłynęły łzy.